Александр Маршал — Отец Арсений. Михей tekst piosenki i tłumaczenie
Strona zawiera teksty i polskie tłumaczenie piosenki "Отец Арсений. Михей", wykonawca: Александр Маршал.
Tekst piosenki
Серый лагерь загудел на заре и построили в шеренгу солдат,
По сугробам калымы в январе, постучал в ворота новый этап.
Побежали вдоль шеренги зэка, руки стиснув у себя за спиной.
В даль туманную неслись облака, развлекаясь в небе с тусклой звездой.
Печи жаркие в бараке горят, в них какой-то дед дровишки кладёт,
А с этапа трое зэков лежат и из них никто давно не встаёт.
Припев:
Луна, как икона, тайга чёрной зоной,
На снежных просторах, где лёд из узоров.
Трое зэков помирают совсем, среди их один по кличке Михей.
Помогал спокойно, молча им всем странный дед со странной верой своей.
Он носил им воду ночью и днём, он кормил их хоть и сам голодал,
А ночами, согреваясь огнём, он не спал и всё молитвы читал.
Тиф в те годы по Сибири гулял и косил людей тупою косой.
Содрогнулись от смертей лагеря, жгли костры по лагерям полосой.
Странный дед, молясь, один не болел, все дни валивал под угрозы и смех.
И ругался чуть очнувшись Михей, и орал: «Ты, падла, гнёшься при всех».
А старик всегда спокойно смотрел и добро искрилось в синих глазах,
Стал ругаться чуть поменьше Михей и притих давно замёрзший барак.
А весной, когда чуть двинулся лёд, когда солнце стало греть, наконец,
Воротились зэки ночью с работ и сказал Михей: «Спасибо, отец.»
Припев:
Луна, как икона, тайга чёрной зоной,
На снежных просторах, где лёд из узоров.
Tłumaczenie tekstu piosenki
Szary obóz zagudł o świcie i zbudowany w szeregu żołnierzy,
Na zaspy kalymy w styczniu, zapukał do bramy nowy etap.
Biegli wzdłuż linii więźnia, trzymając ręce za plecami.
W dal mgliste chmury pędziły, bawiąc się na niebie z ciemną gwiazdą.
Piecyki w baraku płoną, w nich jakiś dziadek wkłada drewno na opał,
A na etapie trzech więźniów leżą i nikt nie wstaje od dawna.
Refren:
Księżyc jak ikona, tajga czarna Strefa,
Na śnieżnych przestrzeniach, gdzie lód z wzorów.
Trzej więźniowie giną zupełnie, wśród nich jeden o imieniu Micheasz.
Pomagał spokojnie, w milczeniu dla nich wszystkich dziwny dziadek z dziwną wiarą.
Niósł im wodę nocą i dniem, karmił je, choć sam głodował,
A nocami, ogrzany ogniem, nie spał i wszystkie modlitwy recytował.
Tyfus w tamtych latach chodził po Syberii i kosił ludzi tępym kosą.
Drżeli od śmierci obozu, palili ogniska po obozach pasem.
Dziwny dziadek, modląc się, jeden nie był chory, przez wszystkie dni leżał pod groźbami i śmiechem.
I przeklinał trochę budząc się Micheasz, i krzyczał: "ty, łajdaku, zginasz przy wszystkich".
A starzec zawsze spokojnie patrzył, a dobro błyszczało w niebieskich oczach,
Zaczął przeklinać trochę mniej Micah i cicho zamarznięty Barak.
A na wiosnę, kiedy lód lekko się poruszył, kiedy słońce zaczęło się rozgrzewać, w końcu,
Więźniowie wrócili nocą z pracy i powiedział Mihay: "Dziękuję, Ojcze.»
Refren:
Księżyc jak ikona, tajga czarna Strefa,
Na śnieżnych przestrzeniach, gdzie lód z wzorów.