Мэйти — Яблокитай tekst piosenki i tłumaczenie
Strona zawiera teksty i polskie tłumaczenie piosenki "Яблокитай", wykonawca: Мэйти.
Tekst piosenki
Пока мой остров дик и необитаем, там:
Сады пёстрых гвоздик, и воды сайды и минтая…
Улетая с полей, росу скинет ветер с винта и Солнце взошло над Китаем!
Это как воздух на рисовом поле —
вечнозелёных кипарисов у жёлтого моря…
Это как семя, что пустило под землю росток.
Солнце взошло на Восток!
Можно услышать за несколько ли,
Как выступают журавли из районов дали…
Ива заплачет слезами в ладонь.
Солнце взошло над водой!
В краю, где сыро туманно и влажно
Каждая мелочь становится важной,
И вот летит самолётик бумажный…
Солнце восходит однажды!
Костры горят синим пламенем Азии…
Болезни вылечат травы и мази.
Край бесконечного полёта крылатой фантазии:
Сады пёстрых гвоздик.
Где я?
Не увижу, не узнаю сам…
Яблокитай.
Родник холодными водами в камни…
Ударит память по глазам рывками!
Я в камере увижу, что годы прошли,
А с поля собран рис и воды ушли…
Морщины в двадцать, как молодость в сорок.
Звуки оваций в такт пекинскому соло…
Запах на пальцах оставит солод, я молод и глуп,
Дождь смывает всё, кроме поступков и любимых губ!
А завтра на рассвете я встану с колень
И нарисую углями свои песни в скале!
Так далеко от дома родного, оврагов и скамеек…
Неси меня Шанхайский ветер над миром скорей!
В краю, где сыро туманно и влажно
Каждая мелочь становится важной,
И вот летит самолётик бумажный…
Солнце восходит однажды!
Tłumaczenie tekstu piosenki
Dopóki moja Wyspa dick i niezamieszkana, tam:
Ogrody pstrokatych goździków i wody Sidy i mintaja…
Odlatując z pól, Rosa zrzuci wiatr z śruby i słońce wzeszło nad Chinami!
To jak powietrze na polu ryżowym. —
zimozielone cyprysy nad Morzem Żółtym…
To jak ziarno, które wpuściło kiełek pod ziemię.
Słońce wschodzi na wschód!
Można usłyszeć za kilka li,
Jak działają Żurawie z dzielnic Dali…
Wierzba będzie płakać łzami w dłoni.
Słońce wzeszło nad wodą!
Na skraju, gdzie wilgotno mgliste i wilgotne
Każdy drobiazg staje się ważny,
A teraz leci papierowy samolot…
Słońce wschodzi pewnego dnia!
Ogniska płoną niebieskim płomieniem Azji…
Choroby wyleczą zioła i maści.
Krawędź niekończącego się lotu skrzydlatej fantazji:
Ogrody pstrokate goździków.
Gdzie jestem?
Nie zobaczę, nie dowiem się sam…
Jabłecznik.
Źródło zimnymi wodami w skałach…
Uderzy pamięć w oczy szarpnięciami!
W celi zobaczę, że lata minęły,
A z pola zebrano ryż i wody zniknęły…
Zmarszczki w wieku dwudziestu lat, jak młodość w wieku czterdziestu lat.
Dźwięki owacji na stojąco w rytm Pekińskiego Solo…
Zapach na palcach pozostawi słód, jestem młody i głupi,
Deszcz zmywa wszystko oprócz czynów i ulubionych ust!
Jutro o świcie wstanę z kolana.
I narysuję moje pieśni w skale!
Tak daleko od domu rodzinnego, wąwozów i ławek…
/ Align = "left" /
Na skraju, gdzie wilgotno mgliste i wilgotne
Każdy drobiazg staje się ważny,
A teraz leci papierowy samolot…
Słońce wschodzi pewnego dnia!