Триагрутрика — Едем из Гоа tekst piosenki i tłumaczenie

Strona zawiera teksty i polskie tłumaczenie piosenki "Едем из Гоа", wykonawca: Триагрутрика.

Tekst piosenki

Вот, мы приехали с ГОА, и че тут по чем, а?
В Москве не осень. А чё? А что-то серое с дождем. А!
Облом и обсер, мы трем обо всем,
Плывем в лужах карасем, в восемь уже косит в сон. Ёу!
И сбросив свой капюшон, словно груза мешок,
Забросив полтишок на посошок и на горшок.
С неба порошок, а мне и тут хорошо.
За стенкой поет Элтон Джон, а он ведь грува не лишен.
Чтобы еще раз я пошел в tour-shop? Да ни за что!
И чтобы, как пижон на визовый режим? No!
В кожаной сумке на колесиках шмоток мешок,
Шлепок и шорт, парашюта бошек и шпрот.
В море большом, я — просто маленький плот над душой.
Мне ближе двор, что я нашел, когда был малышом.
И пусть дух катакомб, зато ближе пешком,
Прощай, недешевый город, где все хорошо.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Все сожгли нах!
— Все прожгли?
— Да, ну так мы зажгли, вах!
Чистоган, хоть река не океан, это жесть, брат.
Я пакую чемодан.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Ничего так.
— Что с плечом, брат?
— Я тут не при чем, брат!
Мне домой надо, там уже зима, мрак.
Это так круто, это прям ништяк, брат.
Те же гаражи, те же этажи,
Заснеженные крыши дышат свежестью горных вершин.
Я не знаю, как выжить в Париже, я там не жил.
Вижу лишь то, что я вижу. «Жека, так и напиши».
Не кипишуем, ровно дышим, да, братишка, это — наша жизнь.
Мы прожигаем минуты, потом спешим.
Бывает, даже в своих ближних мы не видим души, и мы бежим.
Так паршиво от ошибок и лжи.
Я возвращаюсь в свой город, я открываю балкон,
Четыре тысячи оборотов снова крутит мотор.
Снова повтор образов и форм,
Тот же двор, тот же район, тот же дом.
— Ну, и как?
— Ну, я рад, брат, едем из ГОА!
— Ну, так как?
— Да, ништяк!
— Ну, прости уж, но мне ближе слякоть, чем пляж, гашик, чем хаш.
Наш экипаж пакует багаж, бон вояж. Машет с крыш десятиэтажных башен.
— Едем из ГОА.
— Ну, так как?
— Да, ништяк!
— Ну, прости уж, но мне ближе слякоть, чем пляж,
Гашик, чем хаш, хотя ниче пейзаж, красивый загорелый беляш,
Но мы в Челябу, на наш микраж.
ГОА! Ну, пока! Последний бокал и и в облака.
Не больше питяка на дне кошелька.
В руках рюкзак, сок, фары на глазах,
Песок в трусах засох.
Нет, это был не сон, на всю пляжный музон.
Солнце над горизонтом, Отдых без тормозов.
Теплый ветер в лицо. Шорты, сланцы, кольцо —
Образцовое говнецо.
— Ну, че, и как?
— Да ништяк, а на родине, сейчас, скажем так:
Скрипучий дубак, черные сугробы, злые голодные копы,
Тяжелое свинцовое небо, суровый рэпак.
Две недели безделья пулей пролетели.
Под Ачидабу заметали лютые метели.
Повидали не только стены отелей,
Что хотели ели, спали сколько хотели.
Две недели безделья пролетели,
Пока Челябу заметали метели.
Повидали не только стены отелей,
Что хотели пили, вставали, когда хотели.
Go, go, go ГОА! В песке нога,
Нам домой уже пора обратно, ждут дела.
Самолеты-перелеты, этот как игра,
Мы в баланде на Челябой смаляга-берега.
Муз подключаю, Челяба раскачала.
Заезжаю во двор, как будто все сначала.
Тачки валят, сабвуфер перепонки продувает.
За спиной салют — это для меня Челяба взрывает.
По ходу так встречает, от души всей желает.
На ГОА, бывает уезжаю, отдыхаю.
Как в раю хожу, и это понимаю.
Буду там опять, искупаюсь, даже не бухаю.
Это про ГОА пар, два Джи, ТГК,
Танцевальные мотивы, пошатнулись города.
Борода расшевелилась от индийского ветра,
Пора домой уже, в челябинские гетто.
Мы идем из ГОА обратно,
Аккуратно отдохнули, не оставив в своей карме пятна.
Пока, Бага, по стенке плачет тага.
По Дита стрит идем на байках бандой, нам так надо.
Я под баньяном скручивал ловко скруджи,
Сила природы здоровается прям тут же.
«Эй, мэн, вотсап?» — кричу я дрэдастому расте,
И по традиции беру себе браслет на счастье.
Нам остыть, тебе прямиком с Гималаев,
Старый стиль в новой форме от прежних хозяев.
В куплете все по красоте, как на Арамболе,
Сегодня наш любимый день, спасибо, море!
Спасибо, солнце, спасибо, воздух и земля!
Прискакала лошадь, тихо уползла змея.
Я фаяманю доброго чилома за землян,
Чтоб ярким пламенем пылал пыльный Бабилан.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Все сожгли нах!
— Все прожгли?
— Да, ну так мы зажгли, вах!
Чистоган, хоть река не океан, это жесть, брат.
Я пакую чемодан.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Ничего так.
— Что с плечом, брат?
— Я тут не при чем, брат!
Мне домой надо, там уже зима, мрак.
Это так круто, это прям ништяк, брат.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Все сожгли нах!
— Все прожгли?
— Да, ну так мы зажгли, вах!
Чистоган, хоть река не океан, это жесть, брат.
Я пакую чемодан.
— Едем из ГОА!
— Ну, и как?
— Ничего так.
— Что с плечом, брат?
— Я тут не при чем, брат!
Мне домой надо, там уже зима, мрак.
Это так круто, это прям ништяк, брат.

Tłumaczenie tekstu piosenki

Przyjechaliśmy z Goa i o co chodzi?
W Moskwie nie jest jesień. Co? Coś szarego z deszczem. A.
Bummer i obser, jesteśmy trzema o wszystkim,
Płyniemy w kałużach Karaś, o ósmej już Kosi w sen. Hej!
I zrzucając kaptur jak worek ładunku,
Rzucając pół na laskę i na garnek.
Z nieba jest proszek, a tu mi dobrze.
Za ścianą śpiewa Elton John, a on nie jest pozbawiony GROOVY.
Po raz kolejny poszedłem do tour-shop? Nie ma mowy!
I jak koleś na wizę? No!
W skórzanej torbie na kółkach torba na ubrania,
Slap and short, spadochron boshek i szprot.
W wielkim morzu, jestem tylko małą tratwą nad duszą.
Jestem bliżej podwórka, które znalazłem, gdy byłem dzieckiem.
I niech duch katakumb, ale bliżej pieszo,
Żegnaj, drogie miasto, gdzie wszystko jest w porządku.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- Wszyscy spalili!
- Wszystko spalone?
- Tak, cóż, jesteśmy w ogniu, Wah!
Chistogan, choć rzeka nie jest oceanem, to jest okropne, bracie.
Pakuję walizkę.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- W porządku.
- Co ci się stało w ramię, bracie?
- To nie moja wina, bracie!
Muszę iść do domu, jest zima, ciemność.
To jest super, to jest super, bracie.
Te same garaże, te same podłogi,
Ośnieżone dachy oddychają świeżością górskich szczytów.
Nie wiem, jak przetrwać w Paryżu, nie mieszkałem tam.
Widzę tylko to, co widzę. / Align = "left" /
Nie kipiszemy, oddychamy równomiernie, tak, braciszku, to jest nasze życie.
Nagrywamy minuty, a potem się spieszymy.
Zdarza się, że nawet w naszych bliźnich nie widzimy duszy i uciekamy.
To okropne z powodu błędów i kłamstw.
Wracam do mojego miasta, otwieram balkon,
Cztery tysiące obrotów ponownie obraca silnik.
Ponownie powtarzaj obrazy i kształty,
Ten sam dziedziniec, ta sama dzielnica, ten sam dom.
- I jak?
- Cieszę się, że jedziemy z Goa.
- Więc jak?
- Tak, spoko.
- Cóż, przykro mi, ale bliżej mi jest błoto niż Plaża, haszyk niż hash.
Nasza załoga pakuje bagaże, Bon Voyage. Macha z dachów dziesięciokondygnacyjnych wież.
- Jedziemy z Goa.
- Więc jak?
- Tak, spoko.
- Przykro mi, ale wolę błoto niż plażę.,
Haszyk niż haszyk, chociaż Niche krajobraz, piękny opalony belyash,
Ale jesteśmy w Czelabie, na naszej mikraży.
Goa! Pa! Ostatni kieliszek i w chmurach.
Nie więcej picia na dnie portfela.
W rękach plecak, sok, światła na oczy,
Piasek w majtkach wyschł.
Nie, to nie był sen.
Słońce nad horyzontem, odpoczynek bez hamulców.
Ciepły wiatr w twarz. Szorty, łupki, pierścień —
Niezłe gówno.
- I jak?
- Spoko, ale w domu, powiedzmy to teraz:
Skrzypiący Dąb, Czarne zaspy, źli głodni gliniarze,
Ciężkie ołowiane niebo, surowy Rapak.
Dwa tygodnie bezczynności pocisk przeleciał.
Pod Achidabą zacierały się gwałtowne zamiecie.
Widziałem nie tylko mury hoteli,
Co chcieli jeść, spali tyle, ile chcieli.
Dwa tygodnie bezczynności poleciały,
Podczas gdy Czelabu zamieci zamieci.
Widziałem nie tylko mury hoteli,
Co chcieli pić, wstawać, kiedy chcieli.
Go, go, go Goa! W piasku stopa,
Musimy wracać do domu.
Samoloty-loty, ten jest jak gra,
Jesteśmy w balandzie na Czeladzi smalyaga-brzegu.
Muz.
Wchodzę na podwórze, jakby to było na początku.
Samochody się przewracają, subwoofer przepłukuje błonę.
Za plecami Salut-to dla mnie wysadza Czelabę.
W trakcie tak spotyka, z całego serca chce.
Na Goa, czasami wyjeżdżam, odpoczywam.
Jak w raju chodzę i to Rozumiem.
Będę tam znowu, popływam, nawet nie piję.
To o Goa par, DWA G, THC,
Motywy taneczne, zachwiał miasta.
Broda poruszyła się od indyjskiego wiatru,
Czas wrócić do getta w Czelabińsku.
Wracamy z Goa.,
Delikatnie wypoczęty, nie pozostawiając plam w swojej karmie.
Pa, Buga, taga płacze po ścianie.
Dita Street to gang motocyklowy.
Pod Banyan skręciłem zręcznie Scrooge ' a,
Siła natury jest witana natychmiast.
"Hej, Meng, votsap?"- krzyczę do dredastoma Rasta,
I zgodnie z tradycją, biorę bransoletkę na szczęście.
Musimy się ochłodzić, ty prosto z Himalajów,
Stary styl w nowej formie od dawnych właścicieli.
W zwrotce wszystko w pięknie, jak na Arambolu,
Dziś jest nasz ulubiony dzień, dziękuję, morze!
Dziękuję, słońce, dziękuję, powietrze i ziemia!
Podskoczył koń, cicho czołgał się wąż.
Jestem fajamanem dobrego chiloma za Ziemian,
Do jasnym płomieniem płonął zakurzony Babilan.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- Wszyscy spalili!
- Wszystko spalone?
- Tak, cóż, jesteśmy w ogniu, Wah!
Chistogan, choć rzeka nie jest oceanem, to jest okropne, bracie.
Pakuję walizkę.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- W porządku.
- Co ci się stało w ramię, bracie?
- To nie moja wina, bracie!
Muszę iść do domu, jest zima, ciemność.
To jest super, to jest super, bracie.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- Wszyscy spalili!
- Wszystko spalone?
- Tak, cóż, jesteśmy w ogniu, Wah!
Chistogan, choć rzeka nie jest oceanem, to jest okropne, bracie.
Pakuję walizkę.
- Jedziemy z Goa!
- I jak?
- W porządku.
- Co ci się stało w ramię, bracie?
- To nie moja wina, bracie!
Muszę iść do domu, jest zima, ciemność.
To jest super, to jest super, bracie.