Диана Арбенина — Бензол tekst piosenki i tłumaczenie
Strona zawiera teksty i polskie tłumaczenie piosenki "Бензол", wykonawca: Диана Арбенина.
Tekst piosenki
На бензиновых колесах времени
На бензиновых колесах времени
В радужку переливаюсь радугой
Я ломаю грусть и сожаления
Выгрызаю, перепонки падали.
Путь иначе невозможен — сложно
Все как есть, уже не будет детства —
Вседозволенного, босоногого.
Яблочного воровства соседского.
Только сны меня манят истомою,
Все получит узнаванье нежное.
Лед к щекам — под сердцем спит искомое,
Перепачканное, безмятежное.
И я плечи, полагая крыльями,
Распускаю и без тела тяжести
Поднимаюсь и парю над спящею,
Над собою, над вчерашнею.
Припев:
Не догнать самого себя.
И зимой не родиться уже.
Но, сколько живу, буду перегонять,
Плясать, кувыркаться на остром ноже.
Отец, не сердись!
Мама, прости!
Я самый счастливый, живущий на свете,
Спасибо! Спасибо!
И сиренью цепенеют сумерки,
И крадутся тайны зачаровано.
И я жду нетерпеливо сильного,
Черноглазого, светлоголового.
И боюсь, что сердце остановиться,
Напоследок обламает ребра мне.
Я уже по-стариковски шаркаю,
Осторожничаю от весны к весне.
Только чую — прыть не обмануть.
Только чую, что не одурачить мне
Свою душу, не сварить на медленном
Для бульонов и для постных каш огне.
Я мгновенно обдираю датчики,
Чтобы пульс не стал добычей тех, кто рад
Уложить меня в кровать дубовую
И на веки мне насыпать виноград.
Что за шалость — ползать, если суждено
В такой шаг шагать, чтобы платья рвали швы?
Что за роскошь свою силу смачно красть,
И топить ее в снегах, где все мертвы?
Кто придумал после каяться стихом —
Отбивную жарить из души.
Кто мне жить спокойно не дает?
Кто плюет мне в ухо: ты пиши, пиши!
Tłumaczenie tekstu piosenki
Na benzynowych kołach czasowych
Na benzynowych kołach czasowych
W tęczówce opalizuję tęczą
Łamię smutek i żal
Przegryzam, błona padała.
Droga w przeciwnym razie nie jest możliwa-trudna
Wszystko tak jak jest, nie będzie już dzieciństwa —
Na wszystko, boso.
Kradzież jabłek sąsiada.
Tylko sny mnie kuszą.,
Każdy dostanie delikatną rozpoznawalność.
Lód do policzków-pod sercem śpi poszukiwany,
Poplamiony, spokojny.
A ja ramiona, kładąc skrzydła,
/ Align = "left" /
Wznoszę się i unoszę nad śpiącym,
Nad sobą, nad wczoraj.
Refren:
Nie dogonić samego siebie.
A zimą już się nie urodzić.
Ale jak długo żyję, będę destylować,
Taniec, salto na ostrym nożu.
Ojcze, nie złość się!
Mamo, przepraszam!
Jestem najszczęśliwszym żyjącym człowiekiem na świecie.,
Dziękuję! Dziękuję!
I liliowy zmierzch,
I skradanie tajemnic zaczarowany.
I czekam niecierpliwie silny,
Czarnookiego, jasnogłowego.
I obawiam się, że serce się zatrzyma,
Wreszcie złamie mi żebra.
Jestem staruszkiem.,
Ostrożnie od wiosny do wiosny.
Tylko czuję-nie oszukuj szybko.
Tylko czuję, że mnie nie oszukasz.
Duszę, nie gotować na wolnym ogniu
Do bulionów i do chudych płatków owsianych.
Natychmiast zdzieram czujniki,
Aby puls nie stał się ofiarą tych, którzy są szczęśliwi
/ Align = "left" /
I na wieki muszę posypać winogronami.
Co to za dowcip-czołgać się, jeśli jest przeznaczony
W taki krok, aby Sukienki rozerwały szwy?
Co za luksus kraść swoją moc,
I utopić ją w śniegu, gdzie wszyscy nie żyją?
Kto wymyślił po pokutować wierszem —
Kotlet smażyć z duszy.
Kto nie pozwala mi żyć w spokoju?
Kto pluje mi w ucho: pisz, pisz!