Виталий Крестовский — Эх, ты жизнь кабацкая tekst piosenki i tłumaczenie
Strona zawiera teksty i polskie tłumaczenie piosenki "Эх, ты жизнь кабацкая", wykonawca: Виталий Крестовский.
Tekst piosenki
Эх, ты, жизнь кабацкая,
С песней залихвацкою,
С водочкой прохладною,
С девочкой блатной.
Жизнь в блестящем лацкане,
Эта холостяцкая
Будет вспоминаться мне,
Мне не раз порой.
А я гулял, гулял по кабакам
По понедельникам и четвергам,
А в выходные выводил красивых дам,
Я отнимал их из-под рук — великий хам.
Я был прописан в кабаках на постоянно
И веселился там с подружками всеядно,
Потом за руль садился, Бог меня хранил,
Я в «Жигулях» катил, пока их не пропил.
И здесь, и там лилось веселье бесшабашное
Всё не по чем мне с удалью бесстрашною.
От варьете кружилась голова,
От блеска дам сойти можно с ума.
И эту жизнь ни в коем не нарушу,
Блатные песни рвут на части душу.
Для музыкантов мне не жаль своих рублей,
Я всё отдам, лишь было б в жизни веселей.
Жизнь продолжалась после ресторации,
Все находились будто бы в прострации.
Кто был подвешен, словно бурка за корсет,
А кто плясал, смеялся и блевал в клозет.
А что за дамы были, боже мой, хранитель;
Как целовали, говорили: «Повелитель!»
А я сидел на белых грудях, как нахал,
Как чёрт крутился, эти прелести терзал.
Tłumaczenie tekstu piosenki
Ech, ty, życie kabacka,
Z piosenką zalichwacką,
Z chłodną wódką,
Z bandytą.
Życie w lśniącej klapie,
Ten kawalerski
Będę pamiętał,
Nie raz.
A ja spacerowałem po knajpach.
W poniedziałki i czwartki,
A w weekend wyprowadzał piękne panie,
Zabrałem je spod rąk — Wielki Cham.
Byłem przepisywany w tawernach na stałe
I bawił się tam z przyjaciółmi wszystkożernych,
Potem prowadził, Bóg mnie strzegł,
Ja w" Żigulach " toczyłem się, dopóki ich nie wypiłem.
I tu i tam lała się zabawa lekkomyślna
Nie ma dla mnie nic nieustraszonego.
/ Align = "left" / ,
Z blasku Dam można zwariować.
I to życie w żadnym wypadku nie złamie,
Pieśni bandytów są rozdarte na części duszy.
Dla muzyków nie żal mi moich rubli,
Oddam wszystko, byle nie było zabawniej.
Życie toczyło się po restauracji,
Wszyscy byli jakby w pokłonie.
Kto był zawieszony jak Burka za gorset,
A kto tańczył, śmiał się i wymiotował w szafie.
A jakie panie były, mój Boże, strażniku;
Jak całowali, mówili: "Panie!»
A ja siedziałem na białych piersiach jak bezczelny,
Jak diabli się obracali, te wdzięki dręczyły.